Szkoła, w której czas płynie inaczej
Szkoła, w której czas płynie inaczej

Benoit Mercier, jeden z dwóch nauczycieli zatrudnionych na pełen etat w jedynej kanadyjskiej szkole zegarmistrzowskiej, sprawdza pracę ucznia.
Na trzecim piętrze zwyczajnej szkoły podstawowej w Trois-Rivières, mieście położonym między Montrealem a Quebec City, znajduje się miejsce, którego istnienia większość Kanadyjczyków nawet się nie domyśla. To École nationale d’horlogerie – jedyna szkoła zegarmistrzowska w całym kraju.
Już po przekroczeniu progu można odnieść wrażenie, że czas zwalnia. Ściany pokrywają dziesiątki zegarów z kukułką, obok siebie stoją wysokie zegary podłogowe, a półki uginają się od zabytkowych zegarków, zegarów kominkowych i ściennych. Paradoksalnie nie słychać tu niemal żadnego tykania. Dominuje cisza.
– To konieczne – uśmiecha się Benoit Mercier, jeden z dwóch nauczycieli pracujących w szkole na pełen etat. – Gdy pracuje się z tak maleńkimi elementami, potrzeba ogromnej cierpliwości i spokoju. Mamy szczęście, że całe piętro należy tylko do nas.

Zegary z kukułką zdobią jedną ze ścian szkoły liczącej dziesiątki lat w Trois-Rivières
Szkoła powstała ponad 80 lat temu, tuż po II wojnie światowej. Początkowo miała pomóc wracającym z frontu żołnierzom zdobyć nowy zawód i odnaleźć się w cywilnym życiu. Dziś jej misja jest inna – kształci profesjonalnych zegarmistrzów i jubilerów, których na rynku wciąż bardzo brakuje.
Choć miejsc jest zaledwie dwadzieścia, lista oczekujących stale się wydłuża.
Sztuka cierpliwości
Każda pracownia ma inne przeznaczenie. W jednej lutuje się metale przy użyciu niezwykle gorących płomieni. W innej powstają elementy biżuterii. Jeszcze w kolejnej uczniowie godzinami pochylają się nad mechanizmami zegarków.
Emma Boudet właśnie kończy budowę misternie wykonanego zegara z kukułką. Przyznaje jednak ze śmiechem, że choć efekt wygląda pięknie, drugi raz nie podjęłaby się takiego zadania.
– Wygląda cudownie na ścianie, ale to ostatni zegar z kukułką, jaki zrobię w życiu – mówi.

Emma Boudet, 23-letnia studentka, składa na nowo zegar stojący w ramach egzaminu końcowego.
23-latka przyjechała do Kanady z Francji. Porzuciła pracę w laboratorium przemysłu spożywczego, by rozpocząć naukę zawodu, o którym od dawna marzyła. Po ukończeniu szkoły chciałaby pracować w jednym z renomowanych salonów jubilerskich w Montrealu.
Szkoła nie narzeka na brak zainteresowania pracodawców. Firmy takie jak Rolex, TAG Heuer czy Birks regularnie kontaktują się z wykładowcami, poszukując nowych specjalistów.
Naprawiać zamiast wyrzucać
Kilka drzwi dalej Louis-Philippe Grondin pracuje przy otwartym zegarku automatycznym. Z głośnika cicho płynie muzyka Czajkowskiego, a on przez lupę przymocowaną do głowy obserwuje elementy cienkie niemal jak kartka papieru.
– Nawet ruch powietrza potrafi przeszkodzić – mówi. – Czasem zamykam wszystkie okna i wstrzymuję oddech, żeby wykonać najdelikatniejsze czynności.

Były projektant wnętrz Louis-Philippe Grondin twierdzi, że słuchanie muzyki klasycznej pomaga mu się skupić podczas majsterkowania przy drobnych elementach.
46-letni Grondin przez lata projektował wnętrza. W końcu postanowił całkowicie zmienić swoje życie.
– Projektowaliśmy rzeczy piękne, ale często po kilku latach trafiały na śmietnik tylko dlatego, że wyszły z mody. Nie chciałem już uczestniczyć w takim świecie.
Na jego nadgarstku tyka 87-letni zegarek.
– Zegarmistrzostwo polega na czymś zupełnie innym. Tu nie wyrzuca się przedmiotów. Tu daje się im kolejne życie. To ma dla mnie prawdziwy sens.
Po ukończeniu szkoły chce projektować własne zegarki i biżuterię.
Miliony maleńkich części
Najbardziej niezwykłe miejsce znajduje się za niepozornymi drzwiami bez okien.
Setki niewielkich szuflad kryją tysiące szklanych fiolek, a w każdej znajdują się mikroskopijne śrubki, sprężyny, koła zębate i elementy mechanizmów. Wszystko opisane ręcznie według międzynarodowego systemu oznaczeń, którego każdy student musi się nauczyć.

Miliony maleńkich elementów są zamknięte i uporządkowane według uniwersalnego systemu numeracji w szkole.
To prawdziwe królestwo precyzji.
I właśnie ono wkrótce stanie przed ogromnym wyzwaniem.
Ministerstwo Edukacji Quebecu zdecydowało, że szkoła będzie musiała opuścić zajmowane piętro. Budynek potrzebny jest rozwijającej się szkole podstawowej.
Sama placówka pozostanie w Trois-Rivières, ale nikt nie potrafi jeszcze odpowiedzieć na najważniejsze pytanie – jak bezpiecznie przewieźć miliony perfekcyjnie uporządkowanych, mikroskopijnych części, które przez dziesięciolecia gromadzono w tym miejscu.
– Szczerze? Nie wiem – przyznaje Benoit Mercier z bezradnym uśmiechem. – Mam tylko nadzieję, że uda się to zrobić tak, byśmy mogli nadal uczyć kolejnych zegarmistrzów.
Bo w świecie, który nieustannie przyspiesza i coraz częściej wymienia zamiast naprawiać, ta niezwykła szkoła przypomina, że są jeszcze miejsca, gdzie największą wartością pozostają cierpliwość, precyzja i szacunek dla czasu.
This page imported from Bejsment
Comments (0)