Kanada ma wielki problem z alkoholem
Kanada ma wielki problem z alkoholem
Jordan Kawchuk, pisarz i były producent telewizyjny, niedawno ukończył piąty program leczenia stacjonarnego, które podjął podczas trwającej od dziesięcioleci swojej walki z nadużywaniem alkoholu.
Alkohol powoduje w Kanadzie więcej szkód niż jakikolwiek inny narkotyk czy używka, a związane z nim problemy kosztują społeczeństwo około 20 mld dolarów rocznie. Mimo to lekarze zajmujący się uzależnieniami alarmują, że wielu pacjentów nie otrzymuje skutecznego leczenia, choć odpowiednie leki są dostępne od lat.
Jordan Kawchuk ma 54 lata, jest pisarzem i byłym producentem telewizyjnym. Przez pierwsze sześć miesięcy tego roku mieszkał razem z kilkunastoma innymi mężczyznami w Vancouver Island Therapeutic Community (VITC), ośrodku leczenia uzależnień w Nanaimo w Kolumbii Brytyjskiej.
Był tam już po raz drugi. W ciągu wielu lat walki z uzależnieniem od alkoholu korzystał łącznie z pięciu stacjonarnych programów terapeutycznych.
Lista tego, co stracił przez alkohol, jest długa. Kawchuk mówi o licznych zwolnieniach z pracy, pieniądzach i utraconym zaufaniu. Najbardziej boli go jednak rozpad małżeństwa i to, że nie mógł mieszkać ze swoimi córkami, kiedy dorastały.
Jego historia nie jest wyjątkiem.
Alkohol groźniejszy niż inne używki
Badanie przeprowadzone przez naukowców z Centre for Addiction and Mental Health (CAMH) wykazało, że pod względem łącznych szkód wyrządzanych użytkownikom i innym osobom alkohol zajmuje w Kanadzie pierwsze miejsce wśród 16 analizowanych substancji – przed opioidami i tytoniem.
Według Canadian Institute for Health Information każdego dnia z powodu szkód wywołanych alkoholem do kanadyjskich szpitali trafia około 280 osób. W przypadku opioidów jest ich około 84. Każdego dnia w szpitalach umiera około dziewięciu pacjentów z powodu schorzeń całkowicie związanych z alkoholem.
Szacuje się ponadto, że prawie 18 proc. mieszkańców Kanady w wieku co najmniej 15 lat w którymś momencie życia spełni kryteria zaburzeń związanych z używaniem alkoholu, określanych jako AUD – alcohol use disorder.
Problem polega na tym, że choroba często nie jest odpowiednio diagnozowana ani leczona.
Lekarz: Mamy skuteczne leki, ale ich nie stosujemy
Dr Evan Ailon prowadzi na Vancouver Island praktykę specjalizującą się w leczeniu zaburzeń związanych z alkoholem. Jak mówi, jednym z największych problemów nie są sami pacjenci, lecz niewystarczająca wiedza części personelu medycznego.
Według niego osoby zgłaszające się po pomoc nadal spotykają się ze stygmatyzacją. Zdarza się, że lekarz ogranicza się do zalecenia pacjentowi, aby mniej pił, albo kieruje go do Anonimowych Alkoholików.
Ailon podkreśla, że AA i inne grupy wsparcia pomagają części osób, ale nie powinny być jedyną proponowaną formą terapii.
– Niektóre z najskuteczniejszych leków, jakie kiedykolwiek wynaleziono w medycynie, są przeznaczone do leczenia zaburzeń związanych z alkoholem, ale większość lekarzy i przeciętnych ludzi po prostu o tym nie wie – powiedział.
Jednym z nich jest naltrekson, zatwierdzony w Kanadzie w 1997 roku. Oddziałuje na układ nagrody w mózgu, ograniczając przyjemność związaną z alkoholem i zmniejszając chęć picia. Może pomóc zarówno w ograniczeniu spożycia, jak i zmniejszeniu ryzyka nawrotu.
Innym lekiem jest akamprozat, zatwierdzony w 2007 roku i stosowany u osób utrzymujących abstynencję.
Tymczasem według CAMH odpowiednie leki otrzymuje mniej niż 2 proc. osób cierpiących na zaburzenia związane z używaniem alkoholu.
Pacjent słyszy: „Kolejny pijak”
Jürgen Rehm, naukowiec z CAMH i profesor University of Toronto, wskazuje, że problem często zaczyna się już w gabinecie lekarskim. Lekarz nie pyta o alkohol, a pacjent sam nie wspomina o swoim piciu. W rezultacie ryzykowne spożywanie alkoholu i uzależnienie są wykrywane zbyt późno.
Ailon opowiada, że w szpitalach spotyka pacjentów z ciężką niewydolnością wątroby, którzy byli wcześniej wielokrotnie hospitalizowani, ale w dokumentacji nie ma informacji o podjęciu leczenia samego uzależnienia.
Porównuje to z cukrzycą. Gdyby pacjent po zawale i z poważnymi powikłaniami cukrzycy usłyszał jedynie, że powinien przestać jeść cukier, a lekarze nie zaproponowaliby mu dostępnych leków, zostałoby to uznane za niedopuszczalne. W przypadku uzależnień podobne podejście nadal jest jednak tolerowane.
Kawchuk zna również drugą stronę problemu – sposób traktowania osób uzależnionych.
Wspomina pobyty na oddziałach ratunkowych, gdzie zdarzało mu się słyszeć, że zajmuje łóżko potrzebne bardziej chorym. Słyszał również komentarze personelu w rodzaju: „kolejny uzależniony, kolejny pijak”.
– Trudno nawet powiedzieć, że zaburzenie związane z alkoholem jest chorobą, bo widziałem ludzi przewracających na to oczami – mówi.
Czy potrzebny jest drogi ośrodek?
Spór dotyczy także sposobów leczenia. Ailon przestrzega przed przekonaniem, że najlepszym rozwiązaniem zawsze jest wielotygodniowy pobyt w kosztownym ośrodku.
Niektóre prywatne programy kosztują około 40 tys. dolarów, choć zdaniem lekarza część pacjentów może uzyskać równie dobre rezultaty podczas leczenia ambulatoryjnego.
Kluczowe jest ustalenie, dlaczego dana osoba pije. Kilkumiesięczny pobyt w ośrodku może nie przynieść trwałego rezultatu, jeżeli po jego zakończeniu pacjent wraca dokładnie do tych samych warunków i problemów, które wcześniej sprzyjały uzależnieniu.
Vancouver Island Therapeutic Community to ośrodek leczenia stacjonarnego dla mężczyzn cierpiących na zaburzenia związane z nadużywaniem alkoholu.
Vancouver Island Therapeutic Community, gdzie leczył się Kawchuk, działa inaczej. Pobyt jest bezpłatny, a podstawą terapii jest społeczność.
Pacjenci mają ściśle zaplanowany dzień, uczestniczą w spotkaniach, terapii grupowej i indywidualnej oraz uczą się wzajemnej odpowiedzialności. Ośrodek stara się również rozwijać umiejętności społeczne, które mają ułatwić powrót do normalnego życia.
Kawchuk mówi, że właśnie pobyt w takim środowisku pozwolił mu odpocząć i skoncentrować się na sobie.
Najważniejsze są córki
Po niemal sześciu miesiącach terapii uznał, że jest gotowy wrócić do domu. W czerwcu pierwszą podróż odbył do regionu Okanagan, gdzie mieszkają jego córki.
Dziś mówi, że nie zależy mu już na powrocie do telewizji, zrobieniu kariery, zarabianiu dużych pieniędzy czy posiadaniu domu.
Najważniejsze jest odbudowanie więzi z dziećmi.
– Teraz nadszedł czas, żeby poznać je jako dorosłe kobiety – mówi.
Kawchuk przyjmuje leki, uczestniczy w spotkaniach Anonimowych Alkoholików i pisze książkę o swojej wieloletniej walce z uzależnieniem.
Wie jednak, że zakończenie terapii stacjonarnej nie oznacza zakończenia choroby.
– Muszę być czujny. Muszę pamiętać, że chodzi o życie i śmierć, bo ta choroba chce mnie zabić – powiedział.
Comments (0)